Mimo, że jak każdy mam swoje przyzwyczajenia i najczęściej robię zdjęcia określonymi aparatami i obiektywami, to od czasu do czasu lubię wypróbować coś nowego. Słowa „nowego” nie należy tutaj brać na serio, bo w większości przypadków chodzi o wiekowe już aparaty i obiektywy. Sprzęt taki udaje mi się od czasu do czasu pożyczyć od znajomych, którzy znajdują „jakieś nic nie warte złomy” gdzieś na strychu lub dnie przepastnej szafy. Inne źródło pozyskiwania takich aparatów do testów to kolekcjonerzy, którzy posiadają nadprzyrodzoną zdolność wyszukiwania super okazji na Allegro (mnie się to nigdy nie udaje) lub na lokalnych targowiskach. Tak się złożyło („tak się musiało złożyć”*), że jednym z najwartościowszych „dostawców” jest mój starszy brat (dzięki Staszku!)
To w jego mieszkaniu po raz pierwszy w życiu miałem okazję wziąć do rąk lustrzankę Rollei’a SL35. Korpus jak korpus, ale jak zobaczyłem dedykowane do niego dwie „pięćdziesiątki” już wiedziałem, że muszę je wypróbować. Na pierwszy ogień poszedł obiektyw Voigtländer 50mm, 1:1,4.
Postanowiłem zrobić sobie wycieczkę do Kłodzka i uwiecznić na filmie twierdzę kłodzką, rynek i tzw mały most Karola. Każdy z tych obiektów ma inną specyfikę. Twierdza to ogromny, monumentalny obiekt chyba jeszcze z czasów gdy Kłodzkiem władali Habsburgowie. Położony na wzgórzu robi naprawdę niesamowite wrażenie. Rynek kojarzy mi się do tej pory z tłumem ludzi i szyldami zasłaniającymi ładne stylowe kamienice. Mały Most Karola podobny do oryginału z Pragi to raj dla osób lubiących stare kamienne rzeźby (no i oczywiście tłum ludzi) Już od kilkunastu tygodni obiecuję sobie, że wstanę w sobotę z samego rana, wezmę aparat, statyw i zrobię parę fotek średnim formatem. Gdyby jeszcze była lekka mgiełka i mokry bruk… I gdybym jeszcze się zmusił do wczesnej pobudki. No cóż pozostaje nadzieja, że kiedyś mi się to uda. Ale wracajmy do teraźniejszości. Postanowiłem, że spróbuję znaleźć jakąś spokojniejszą uliczkę. Poszedłem wzdłuż rzeczki a Rollei z Voigtländerem i Kodakiem TriX400 wewnątrz wisiał niespokojnie na ramieniu i aż rwał się do robienia zdjęć. Po spacerze w twierdzy miałem jeszcze do „wystrzelania” 5 klatek więc musiałem znaleźć kompromis między chęcią sfotografowania wszystkiego i rozsądkiem. Wtedy idąc deptakiem wzdłuż rzeczki zobaczyłem scenkę jakby żywcem wyjętą z lat osiemdziesiątych XX wieku. Duże ładne podwórko, na którym panował lekki „artystyczny” nieład i ten napis na ścianie. Gdyby nie w miarę nowe samochody stojące przed budynkiem pomyślałbym, że moje stare BMW, którym przyjechałem do Kłodzka w jakiś cudowny sposób przemieniło się w wehikuł czasu. No to do dzieła. Rollei nastawiłem na automatykę naświetlania. Na obiektywie przesłona 8 aby cała scenka została oddana ostro. Zrobiłem jedno ujęcie. Wywołując film zastanawiałem się jak wyjdą trzy ujęcia, w tym prezentowane w tym artykule. Niestety pierwsze dwa nie wyszły tak jak tego oczekiwałem, a to dlatego, że aparat dosyć długo nie był używany i migawka pracowała dość leniwie. Po około dziesięciu klatkach zaczął działać perfekcyjnie.

Po przeczytaniu felietonów Mike’a Johnston na Fotopolis miałem zamiar wywołać TriX-a w D-76. Jednak musiałbym rozważyć odczynniki, rozpuścić w wodzie, odczekać jeden dzień. A ja chciałem już, natychmiast, niezwłocznie (niepotrzebne skreślić) wiedzieć co jest grane. Pozostało zdecydować między nieśmiertelnym R09 a Aculuxem Patersona. Obydwa wywoływacze działają mocno wyrównawczo ale, że dodatkowo zależało mi na drobnym ziarnie, zdecydowałem się na Aculuxa w rozcieńczeniu 1+14. Zrobiłem odbitkę i … rozczarowanie. Niby wszystko widać, to co chciałem jest ostre, na rzece i na budynku widać blask słońca ale to nie to. Nie pozostało nic innego jak tylko powtórka sesji w ciemni. Ty razem zmniejszyłem kontrast zastępując filtr nr 3 filtrem nr 2. Tak jak wcześniej naświetliłem papier Kentmere o normalnym odcieniu. Następnie filtr 4 i doświetlenie trzech fragmentów: 1/rzeki, tak mniej więcej od połowy wysokości barierki, 2/ fragmentu budynku oświetlonego słońcem i 3/ dwa samochody po lewej. Zdjęcie nabrało życia. Pojawiła się ładna perspektywa z rzeczką na pierwszym planie i naprawdę czuć, że mocno świeciło słońce. Wszystko jest ostre i bez problemu można odczytać numery rejestracyjne samochodów.
Mam nadzieję, że nigdy do tego nie dojdzie, ale gdybym musiał wybrać jakiś jedyny zestaw (obojętne pożyczony czy własny) aparat + obiektyw + film + wywoływacz + papier to zestaw Rollei SL35 + Voigtländer 50mm 1:1,4 + TriX + Aculux + Kentmere znalazłby się w pierwszej trójce a może nawet zająłby drugie miejsce (bo pierwsze jest już od dawna zarezerwowane, o czym innym razem)
* Kurt Vonnegut – „Kocia Kołyska”
|
|